Ślub i wesele w Londynie. Nadia i Peter

Reportaż ślubny z ślubu Nadii i Petera.

Peter jest Irlandczykiem. Nadia jest Nigeryjką. Obydwoje żyją na wschodnich obrzeżach Londynu. I w tym niezwykłym mieście powiedzieli sobie „yes”. W tym wpisie na blogu postaram się opisać kilka różnic między „wedding” a ślubem/weselem.

Przygotowania Pani młodej.

W domu Pani młodej byłem jak zwykle na kilka godzin przed właściwą godziną ceremonii. Atmosfera w domu Pani młodej niczym się nie różniła od atmosfery w polskich domach. Czyli nerwowe krzątanie się, sprawdzanie czy wszystko toczy się tak jak powinno się toczyć itp. Do domu Nadii zawitały siostry, kuzynki i ciotki z dużą grupką dzieciaków które sobie nic nie robiły z napiętej atmosfery i jak to dzieci zaczęły dokazywać w najlepsze. Najchętniej zaczepiały fotografa by zrobił im zdjęcie. Makijażystka miała pełne ręce roboty, najpierw upiększała siostry, ciotki i kuzynki a jako ostania na jej fotel usiadła przyszła żona Petera. Następnie przyszła pora na ubieranie sukni ślubnej, wiązanie gorsetu i upinanie welonu.

Dwie rzeczy które jednak odróżniają przygotowania pani młodej w polskim i angielskim domu to brak błogosławieństwa na nową drogę życia. Ten obrzęd wywołuję masę wzruszeń u wszystkich uczestników a dla fotografa  bardzo dobra okazja do złapania emocji na twarzach najbliższych. Druga rzecz jaką zauważyłem to mimo wyczuwalnego napięcia panował pewien luz. Pani młoda w ogóle się nie przejęła że zamówione taksówki podjadą kilkanaście minut później niż to było ustalone. Kwitując to słowami że ona pojedzie za taksówkami, bo bez niej to i tak się nie zacznie. W Polsce byłem na ślubie gdzie była podobna sytuacja i w takim momencie zaczął się szał dzwonienia do innych korporacji, płacz i lament „co teraz będzie”.

Register office.

Ślub Nadii i Petera został zawarty w angielskim urzędzie stanu cywilnego zwanym „register office”. No i tutaj zaczęły się pojawiać dość spore różnice między wyspą a krajem Słowian. Przybyłem do urzędu na 15 minut przed przyszłą małżonką Petera. Zamieniłem kilka słów z Piotrem zrobiłem mu kilka portretów i zacząłem się rozglądać za urzędnikiem który udziela  ślub. Chciałem się przywitać i spytać o zasady obowiązujące w tym miejscu. Patrzę i widzę trzech facetów ubranych jeszcze bardziej elegancko od Pana młodego. Podchodzę do tego najdojrzalszego i pytam jakie tu obowiązują zasady podczas ślubu. Odpowiedział mi że chyba żadne i mogę robić co chcę. Myślę sobie „ok” ale intuicja podpowiadała że coś nie gra. No i miałem rację, bo to nie byli urzędnicy  tylko drużbowie Pana młodego. Przed samą ceremonią pojawiła się urzędniczka Register office i poinstruowała mnie że mam nie przeszkadzać i nie wolno mi fotografować dokumentów. Kolejną rzeczą która różnie nasze kraje jest tzw „first look” czyli pierwszy widok. Pani młoda w momencie kiedy już dotrze na miejsce ceremonii jest prowadzona wraz ze swoją świtą do osobnego pomieszczenia i tam czeka na znak od celebranta. Pan młody ze swoimi gośćmi czeka w sali w której odbędą się zaślubiny. W pewnym momencie drzwi się otwierają i do sali wkraczają druhny a za nimi Panna młoda. To jest właśnie ten moment w którym przyszły mąż widzi po raz pierwszy swoją oblubienicę w ślubnym anturażu. Dla fotografa jest to bardzo wymagająca scena która trwa tylko chwilę a na zdjęciu trzeba uwiecznić wejście Panny młodej jak i wyraz twarzy Pana młodego. Następnie urzędniczka przywitała wszystkich i przypomniała w jakim celu się tutaj wszyscy spotkali. Po tym krótkim wprowadzeniu  zaczynają się „speech’e”, czyli w założeniu krótkie przemowy po jednej  osobie z każdej z rodzin. W tym przypadku była to mama Petera i Siostra Nadii. Kolejnym etapem był już przysięga małżeńska i podpisanie dokumentów no i oczywiście pierwszy pocałunek małżeński. Ostatnim punktem programu w register office była chwila dla fotoreporterów. Rodzina, przyjaciele i znajomi z iphonami o mały włos mnie nie stratowali.

Po wyjściu z urzędu, podobnie jak u nas nastąpił moment na życzenia od bliższych i dalszych znajomych. Ostatnim akordem w urzędzie a raczej ogrodzie go okalającym była obowiązkowa sesja zdjęciowa. W Anglii bardzo rzadko pary młode wybierają się na plener ślubny a już prawie w ogóle nie robią tego w inny dzień. Ale za to absolutnym „must have” jest zdjęcie grupowe i w różnych konfiguracjach z gośćmi. Trwa to wszystko dobre półgodziny.

Wesele? Nie! Garden party.

I w tym momencie zaczynają się największe różnice między Słowianami a Anglosasami. Party zostało zorganizowane w ogrodzie domu siostry panny młodej.  Po przybyciu gości został rozdany szampan z truskawkami i lekkie przekąski. Gdy po godzinie pojawili się nowożeńcy podano obiad. Dania kuchni nigeryjskiej przeplatane kuchnią angielską. Daleko im do schabowego, rolady czy bigosu. Z tego co widziałem jednak  niektórym smakowało i to bardzo. Po obiedzie znowu był czas na przemowy tym razem dłuższe niż te w register office. Były wspominki z dzieciństwa i młodości oraz jakie wrażenie zrobiła przyszła synowa i przyszły zięć.  Oczywiście był pierwszy taniec i krojenie tortu. Podanie tortu wiązało się z obyczajem w którym Pani młoda musiała karmić Pana młodego na kolanach. Do tańca przygrywał DJ, ludzie jednak nie kwapili się do zabawy. To wesele w odróżnieniu od naszych wesel właśnie bardziej przypominało party, spotkanie towarzyskie przy lampce wina lub słabym winie gdzie można sobie porozmawiać. Dopiero pod wieczór kilka osób wyskoczyły na parkiet zakręcić nóżką.

Jeszcze jedna rzecz i się rzuciła w oczy a mianowicie nakrycia głów nobliwych pań. Było to coś w rodzaju stroika z elementami kwiatowymi wplecione w fryzurę.

Podsumowanie Londyńskiego wesela.

Reasumując można stwierdzić iż około 60 procent uroczystości w Polce i Anglii jest bardzo podobna do siebie a 40 procent (nomen omen) różni się dość znacznie. Teraz rozumiem entuzjazm z jakim Anglosasi opowiadali o tym że byli w Polsce na weselu i jedli przepyszne jedzenie and Infinity amount of vodka runing around. Mam nadzieję że przeczytaliście ten tekst do końca i moje spostrzeżenia się komuś przydadzą ewentualnie można napisać swoje w komentarzu,

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *